Lily Lolo Big Lashes mascara

Lily Lolo Big Lashes mascara

Po kilku opakowaniach mascary Backstage Bio Couleur Caramel, kiedy w końcu uwierzyłam, że naturalny make up oczu jest wykonalny i nawet przyzwoicie trzyma się w ciągu dnia.. entuzjastycznie kupiłam nowość od Lily Lolo.

Pierwsza edycja tuszu tej marki – Natural Mascara zbiera pozytywne opinie. Ale mi zachciało się spróbować tej dziwacznej szczoteczki, którą posiada Lily Lolo Big Lashes. No i ostatecznie sama nazwa też zrobiła swoje.. kto by nie chciał grubych i długich rzęs bez zbędnego wysiłku?

Lily Lolo Big Lashes tusz do rzęs opinie
Lily Lolo Big Lashes mascara

Choć Couleurowa szczoteczka w porównaniu z powyższą była drobniutka i zgrabna, do propozycji Lily Lolo można przywyknąć z dnia na dzień. Jest spora, owszem, ale całkiem sprytnie skonstruowana. Pozwala na dokładne pokrycie rzęs w zaledwie dwóch ruchach. Jednocześnie dba o to, by rzęsy w zewnętrznym kąciku były wystarczająco dobrze podkreślone, a to ogromnie ważna rzecz w przypadku posiadaczek mini oczu. W zasadzie to chyba głównie dzięki temu skradła moją sympatię.

Lily Lolo Big Lashes mascara opinie

Jeśli jednak chodzi o konsystencję samego tuszu to tu niestety nie jest tak kolorowo. W moim przypadku mascara sprawdzała się poprawnie przez niecałe dwa tygodnie (!). Efekt w rzeczy samej był świetny – pogrubione i wydłużone rzęsy ze szczególnym uwzględnieniem zewnętrznych kącików. Bosko! Nawet trwałość w ciągu dnia wydawała mi się jakaś lepsza niż w przypadku Couleur. Choćby w przypadku łzawienia oczu. Nigdy nie zauważyłam, żebym była tragicznie rozmazana, co zdarzało mi się z poprzednikiem.

Jednak dwa tygodnie to zdecydowanie za krótki okres trwałości dla tego typu produktu. I nie da się z tym zrobić zupełnie nic. Żadne psikanie szczoteczki hydrolatem i tonikiem nie pomaga (w ten sposób zawsze jeszcze ciut przedłużam żywotność tuszu Couleur). Już jedna warstwa mascary okrutnie zbija rzęsy w grudy po czym zaczyna się wykruszać. 

Lily Lolo, Big Lashes mascara recenzja blog

Lily Lolo Big Lashes

Być może trafiłam na kaprawą partię (zaczynam mieć wrażenie, że naturalne tusze są okropnie wrażliwe na wszelkie czynniki) lub może jako dość nowy produkt Big Lashes potrzebuje jeszcze udoskonalenia? Gdyby w tym momencie Lily Lolo ogłosiło, że formuła została choć odrobinkę zmieniona chętnie brałabym go jeszcze raz! Szczoteczka była genialna, a efekt bardziej niż satysfakcjonujący.

Jakie macie wrażenia odnośnie naturalnych mascar?

A może macie jakieś sposoby na ratowanie przedwcześnie umierającego tuszu? 🙂

Share