Zimowa pielęgnacja twarzy

Zimowa pielęgnacja twarzy

O ile jesienią ominęły mnie wszelkie spadki nastrojów, tak ostatnio zdałam sobie sprawę, że w kwestii nowostek kosmetycznych ogarnęła mnie stagnacja. Te kilka dobrych miesięcy nie odczuwałam najmniejszej potrzeby nabywania czegokolwiek, bo też nic nie wzbudzało zanadto mojej ciekawości, a skóra nie wnosiła żadnych nietypowych żądań.

Początkiem grudnia trafiło do mnie jednak kilka produktów, które na nowo wzbudziły ciekawość. Zimowa pielęgnacja twarzy nie wyglądałaby bez nich tak samo. 😀

Zimowa pielęgnacja twarzy naturalnie

Avalon, żel Brilliant Balance

Po recenzji żelu Avalon z witaminą C obecność wersji lawendowej w tym zestawieniu zapewne nikogo nie zdziwi. Brilliant Balance, podobnie jak witaminowy poprzednik, służy mi zarówno do demakijażu, jak i do mycia twarzy o poranku. Skutecznie oczyszcza skórę nie pozostawiając nadmiernego ściągnięcia, a przy tym posiada świetny i bogaty skład.

Andalou, tonik 100 Roses

Tonik Andalou w wersji 1000 Roses przybył do mnie w pysznej paczce od Anuli. Przypomniał mi, że po wersji Age Defying miałam ochotę na sprawdzenie wszystkich pozostałych. 1000 Roses jest równie piękny pod względem składu jak jego poprzednik. Wyróżnia się jednak znacznie ładniejszym, delikatnie różanym zapachem (Age Defying z był geraniowo-ziemisty) i łagodzącym działaniem.

Zimowa pielęgnacja twarzy mydło siarkowe 94B

94B Handmade, mydło siarkowe 7%

Poza kilkoma incydentami z próbkami nie miałam w zwyczaju stosować mydeł w codziennej pielęgnacji. Wychodziłam z założenia, że ich wysokie ph nie jest najlepszą rzeczą jaką można zafundować skórze, ponadto uczucie ściągnięcia po umyciu twarzy było dla mnie zwykle nie do zniesienia.

Siarkowe mydło 94B Handmade, które przyniósł mi Mikołaj w osobie Gosi nieco odmienia mój dotychczasowy pogląd. Przede wszystkim mydło jest mocno przetłuszczone i nie pozostawia uczucia dyskomfortu. Teoretycznie nie jest przeznaczone dla mojej skóry, a raczej trądzikowej, tłustej i ze zmianami chorobowymi. Jednak opis producenta uwzględnia również zastosowanie w przypadku AZS, które to jest raczej przypadłością skóry suchej, w związku z czym wiedziona ciekawością używam go co kilka dni.

Zapach, jak można się domyślać, kojarzy się z wodą uzdrowiskową. Drobinki widoczne na zdjęciu są bardzo delikatnie wyczuwalne w dłoniach, a w jeszcze mniejszym stopniu po spienieniu, na skórze. Po kilku użyciach zrobiłam zdjęcia i więcej wrażeń zostawię na rzecz pełnoprawnej recenzji 😉

Zimowa pielęgnacja twarzy w organics cactus smoothie aromatica

La Le, Suflet z glinką i czarnuszką

To druga ciekawostka wydarta ze ślicznych pakunków Gosi. Trafiła do mnie perfekcyjnie w momencie, gdy tłustsze mazidła dobiły dna, a ja byłam na etapie zastanawiania się co by tu teraz. Suflet La Le jest dość nietypową recepturą.

Wydaje się być dość sensowną odpowiedzią na potrzeby skóry tłustej i problematycznej (choć ten olej lniany to jednak chyba jest dość komedogenny?), ale i mi ostatecznie spodobał się tak bardzo, że sięgam po niego codziennie. Działanie glinek jest wyczuwalne momentalnie po nałożeniu kremu – ja za każdym razem odczuwam charakterystyczne, delikatne szczypanie.

Suflet świetnie matuje strefę T i znacznie przyśpiesza wchłanianie lepkiej formuły serum różanego (o którym poniżej). Mimo to nie przesusza, a raczej normalizuje. 

Edit: link do recenzji – La Le, Suflet z różową glinką i czarnuszką

W Organics, Cactus Smoothie

Czyli moje nowe dziecko 🙂 Pisanie o nim powoduje u mnie niekontrolowany ścisk w żołądku więc tradycyjnie ostateczną ocenę jego działania pozostawię użytkownikom. Powiedzieć mogę jednak o funkcjach i ogólnym zamyśle, który towarzyszył jego tworzeniu.

Bo Cactus Smoothie swoją koncepcją odbiega nieco od pozostałych produktów. Znajdziecie w nim olej z opuncji, malin i dzikiej róży, ekstrakt z żeń-szenia, jagód goji, granatu i rozmarynu, a także koenzym Q10 i działającą z nim w symbiozie witaminę E.

Wszystko to okraszone owocowym zapachem grejpfruta z olejkiem z drzewa różanego. I jak już się zapewne domyślacie jego głównym zadaniem jest działanie antyoksydacyjne jednak może zaskarbić sobie Wasze uznanie również delikatnym wpływem na koloryt cery i milusim efektem zmiękczenia i wygładzenia skóry 🙂

Aromatica Rose Absolute First Serum do twarzy

Aromatica Rose Absolute First Serum

I raz jeszcze będzie o Gosi. 😀 Bo to właśnie od niej dostałam próbkę i zapragnęłam tego więcej! Rose Absolute to mocno nawilżające serum z łagodzącą betainą i allantoiną oraz rozjaśniającą witaminą B3. Pozostawia lepką powłoczkę, do której mam najwyraźniej jakieś dziwaczne upodobanie, bo zawsze staram się mieć coś takiego w swojej pielęgnacji.

Pięknie współgra z Cactus Smoothie – tworzy nawilżającą bazę dla olejów, które to z kolei zabezpieczają skórę przed utratą wody na dłuższą metę. Fajnie dogaduje się też z Sufletem La Le, które momentalnie normalizuje skórę przyśpieszając wchłanianie wspomnianej powłoczki i umożliwia wykonanie makijażu natychmiast, jeśli tego aktualnie potrzebuję.

Zimowa pielęgnacja - maseczki do twarzy evolve ilsci

Evolve, Radiant Glow

Radiant Glow to typowo relaksacyjna czekoladowa maseczka o działaniu odżywczym i peelingującym. Pokochałam ją już od próbeczki. Drobinki peelingujące w postaci łupin kokosa i ziaren kakao są idealnie wyważone – złuszczają skórę porządnie, ale nie agresywnie, pozostawiając skórę gładką i odżywioną.

Edit: link do recenzji – Evolve, maseczka Radiant Glow

Ilcsi, Rose Hip & Maize

Różano -kukurydziana maseczka Ilcsi to mikołajkowy prezent-mistrz od Moni. Ta maseczka to jest kosa! Bestialsko piecze za każdym razem kiedy po nią sięgam, ale efekty są tego warte.

Zawiera zarówno pestki kukurydzy, które mają pełnić rolę peelingu mechanicznego, jak i kwas mlekowy. I to ten drugi składnik jest moim zdaniem tak efektywny, bo nawet po kwasie glikolowym w toniku Alpha-H nie widzę tak ładnych rezultatów.

Skóra jest wyraźnie rozjaśniona, gładka i promienna, a wszelkie zmiany znacznie wyciszone. Najchętniej sięgałabym po nią codziennie, ale mam obawy, że spaliłabym twarz 😉

Zimowa pielęgnacja twarzy - kosmetyki naturalne blog

Do powyższego zestawienia mógłby dołączyć jeszcze krem pod oczy 100% Pure, ale mam go już tak długo, że mam wrażenie, pojawiał się już milion razy. O pielęgnacji skóry wokół oczu porozmawiamy zatem jak uda mi się wreszcie wykończyć tą niecną mini wersję, która twarzyszy mi (sic!) od roku.

Sponsorami postu o zimowej pielęgnacji były: Anula, Gosia i Monia 😀

A jak to wygląda u Was tą mroźną porą? 😉

Share